- Wyjdzie, albo prędzej, czy później zdechnie z głodu - wyjaśniłam. Ax zaśmiał się cicho i usiadł razem ze mną na ziemi. On jest jeden, nas dwoje. Możemy się zmieniać i go pilnować, a on nam nie umknie. Może się też poddać i wyjść. Wtedy albo wyjaśni kim jest i czego chce, albo go ukarzę.
Siedzieliśmy już dobrą godzinę. Zrobiło się ciemno, więc poprosiłam Axam'a o przyniesienie suchego drewna z lasu. Wykonał polecenie, a ja ognistym tornadem rozpaliłam ognisko. Gawędziliśmy z basiorem wesoło, gdy nagle do naszych uszu dotarł cichy, piskliwy głos z wnętrza bunkru.
- Proszę... - szepnęła wilczyca. Wyraźnie ściana nie jest gruba, ponieważ ją słyszymy. - Pozwólcie mi odejść. Nie zrobiłam nic złego...
- Wtargnęłaś na me tereny. Czy to nie złe? - spytałam z ironicznym tonem kpiąc z wilczycy.
- Ni-nie wiedziałam, że k-ktoś tu mieszka... - Jej głos był załamujący. Aż zrobiło mi się jej szkoda.
- Wyjdź i się pokaż - zakazałam jej. Kamienie odpuściły i ukazały nam kremowo-brązową wilczycę, nieco niższą ode mnie.
<Saba?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz