Koty. Jęknąłem w duchu. Małe robią wiele szkód, a duże? Spojrzałem na
Nyru. Oprócz kilku zadrapań chyba nic jej nie było. No i kręciło jej się
w głowie. Uniosłem trochę śniegu i zmieniłem go w wodę. Podszedłem do
niej i przyłożyłem wodę do ran. Chwile trzymałem i dopiero po kilku
chwilach zabrałem ją. Rana zaczęła zanikać. Nyru spojrzała się na nią ze
zdziwieniem. Zacząłem robić tak ze wszystkimi zadrapaniami. Po dłuższej
chwili wszystkie rany zaczęły się zabliźniać.
- Dzięki - powiedziała.
- Chodźmy już.
Ruszyliśmy biegiem. Nagle moją uwagę coś przykuło.
- Czekaj! - krzyknąłem.
Nyru zatrzymała się, ale wyglądała na zniecierpliwioną. Zawróciłem do
tego czegoś. Okazało się, że to ślady. Wilcze ślady. Na śniegu dobrze
się odznaczały. Tyle, że... wydawały się trochę za małe, żeby należały
do tego wilka, którego widziałem...
- Chyba wiem gdzie poszedł - powiedziała Nyru.
<Nyru?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz