Wiedziałam! Wiedziałam, że wrócą! Gdy tylko wyczują, że wataha jest słaba! Już nie mają za grosz honoru! Przebrzydłe bestie! Sądziłam, że przegnałam je już na zawsze...
Nie biegłam długo, gdyż miejsce, do którego zmierzałam było niedaleko. Tam węszyła ona. Szczęście ona. Wielka, może nieco wyższa ode mnie kotka. Tygrys szablastozębny. Axam wyraźnie zląkł się na jej widok. Ja jednak dzięki doświadczeniu wiedziałam, że nie ma się czego bać. Może Axam nie spotkał jeszcze tego kota? A może miał jakieś złe wspomnienia dotyczące tych zwierząt?
Kotka widząc mnie uśmiechnęła się szeroko. Mi nie było do śmiechu.
- Czego tu szukasz?! - warknęłam groźnie. Ta tylko się zaśmiała.
- Coś mało tu wilczego zapachu... - zauważyła.
- Shirani! Wynoś się stąd! - W moich oczach lśniły już ogniste iskry. Nagle przypomniałam sobie, że nie jestem tu sama. Nie mogę skrzywdzić nowego członka watahy.
- Nie ruszę stąd łapy, jeśli mi nie powiesz, ilu was jest! - powiedziała stanowczo kotka.
- Wielu! Teraz sio!
- Kłamiesz!
Nie wytrzymałam i rzuciłam się na tygrysicę. Zaczęłyśmy walczyć. Była znacznie większa i silniejsza, ja jednak przewyższałam ją sprytem. I miałam magię.
Gdy znalazłam się, jak stwierdziłam daleko od Axam'a chwyciłam końcówkę swojego ogona i zaczęłam wirować. Otoczył mnie ogień i ciepło. Słyszałam jęki kotki, gdy ją parzyłam. W końcu zakreciło mi się w głowie i musiałam przestać. Wtedy lodowy sopel przebił jej serce.
<Axam?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz